Czy tym razem podróżować w rytmie slow czy zobaczyć największe atrakcji 8, ba… 12 krajów w 62 dni? Na to pytanie szybko musiałam znaleźć odpowiedź. Uwielbiam podróże niespieszne i bez planu. Dorwałam jednak bilety lotnicze do Meksyku w okazyjnej cenie, miałam 2 miesiące czasu (już nie bądźcie tacy zazdrośni – nie tylko na same wakacje – łączyłam podróż z pracą zdalną i inspekcjami nowych miejsc i hoteli, by w przyszłości porwać Was w tamte strony ;), a chciałam zobaczyć głównie Gwatemalę, Kostarykę i Kolumbię. Zgadniecie którą opcję wybrałam?

Spis treści

W 62 dni od Meksyku, przez Amerykę Środkową, po Kolumbię

Zdecydowałam, że tym razem wszystko zaplanuję od A do Z, będę podróżować lądem gdzie tylko to będzie możliwe i ze wszystkich odwiedzanych krajów wybiorę jedynie absolutne perełki wśród miejsc i atrakcji. Udało się! Mój Las Dos Americas Express był niezwykle intensywną podróżą. Nigdy do tej pory nie przeżyłam tyle wielkich przygód w tak krótkim czasie. Spokojnie! Na szczęście zaplanowałam też przestrzeń na kilka leniwych chwil na bajecznych plażach. Zapraszam Was do relacji z mojej podróży 😉

  1. Londyn, Wielka Brytania (10 godzin przesiadki)

Okazyjność cen biletów lotniczych czasem wiąże się z długim lotem, a nawet bardzo długim lotem  (nie martwcie się, lecąc z Relaksmisją proponujemy Wam najlepsze i często najszybsze opcje ;). Wielogodzinnych przesiadek nie trzeba się jednak bać – to fantastyczna okazja na poznanie ciekawych miast. Moja ostatnia wizyta w Londynie miała miejsce kilka lat temu, dlatego z przyjemnością skonfrontowałam się z zakurzonymi wspomnieniami. Podglądałam kaczki w kilku parkach, cyknęłam selfie pod Big Benem i już byłam gotowa na kolejną dawkę przygód.

  1. Nowy Jork nocą, USA (13 godzin przesiadki)

To była moja pierwsza wizyta w Nowym Jorku. Mogłam oczywiście spędzić noc w hotelu, ale nie chciałam zmarnować tak cudownej okazji! Nowy Jork nocą jest oczywiście ciut bardziej spokojny niż za dnia, ale wciąż czekało tu na mnie moc atrakcji. Zachwycił mnie przepych sklepów na Fifth Avenue – nigdy czegoś takiego nie widziałam! Sklepy spakowane jak prezenty (Luis Vuitton) czy szklany kubik Appla prowadzący do… podziemnego raju fanów Iphonów i Macbooków. 

Zdążyłam pospacerować kilkanaście minut po Central Parku zanim policja przez megafony nie poinformowała mnie o zamoknięciu parku na noc (o 1:00). Przeszłam się kilka kilometrów po Broadway’u, spróbowałam zaskakująco dobrą pizzę za 1,5 USD (tak! Nie wszystko w USA jest tak drogie jak myślimy) i podziwiałam mieniące się milionem barw reklamy na Times Square. Zdążyłam też zerknąć na niesamowity 9/11 Memorial (który wygląda imponująco – 2 głębokie baseny z wodospadami w środku) zanim przepędził mnie strażnik – wieczorem odgradzają je niestety taśmami. Muszę tu jeszcze wrócić!

Na lotnisko wracałam pierwszym metrem i… to nie należało do największej przyjemności. Nocą wybierajcie podróżowanie Uberem. Nowojorskie metro jest brudne, śpią w nim bezdomni i tułają się prawdziwe, choć pewnie niegroźne świry.

  1. Meksyk (5 dni)

Sylwestra spędziłam w Tulum. Zamieszkałam w kompleksie w stylu boho z przepięknym basenem. Tulum w całości ma swój wyjątkowy, boho klimat i jest miastem uwielbianym przez instagramerów. Dynamicznie się rozwija, więc infrastruktura jeszcze nie nadąża i niektóre ulice to same olbrzymie kałuże. Stąd udałam się na wspaniałą wycieczkę jednodniową do 3 cenotes (naturalne zapadliska i jaskinie kresowe wypełnione słodką wodą) w w pobliżu miasteczka Chemuyil. Bardzo zabawnym uczuciem było fish spa w drugim cenote – mieszkające tam rybki zrobiły mi pedicure ;).  Jeśli odwiedzicie te strony, to wpadnijcie również do Rezerwatu Xcacel z piękną plażą i udajcie się na snorkeling na granicę załamania fal.

Kolejnym przystankiem było spokojne miasteczko Bacalar położone nad fantastyczną Laguną 7 Odcieni Błękitu. I faktycznie 4 lata temu było cudnie błękitne, tym razem bardziej zielonkawe (wciąż piękne!). Kolor wody zmienia się m.in. w zależności od ilości deszczu.

  1. Belize (6 dni)

Ach Belize. Nie dość, że ułatwiają nam podróżowanie, bo oficjalnym językiem jest angielski, to jeszcze panuje tu świetny klimat niczym na Jamajce! Większość mojej podróży do Belize spędziłam na kolorowej wyspie Caye Caulker, skąd udałam się w chyba najciekawszy w moim życiu snorkeling (7 Stops z Hol Chan). Choć sama rafa nie była zbyt kolorowa, to nigdzie indziej na świecie nie widziałam takiego bogactwa zwierząt. Wielkie barakudy, kolorowe rybki, żółwie morskie, płaczki, rekiny (niegroźne) i… manat. Ciekawą atrakcją Caye Caulker, choć etycznie wątpliwą, są spotkania z płaszczkami przy Stingray Beach. Ludzie z pobliskiego baru od lat dokarmiają płaszczki o 16:30, a że te niezwykłe ryby bywają leniwe, to całymi chmarami (było ich ze 30) przypływają na karmienie. Pojawiają się już wcześniej i sprawdzają czy gapiowie nie mają dla nich smakołyków… łaskocząc ich po stopach! Jeśli marzycie o obserwacji koników morskich, to dobrze trafiliście. Zaraz obok jest ich siedlisko :).

Pamiętajcie, że dzikich zwierząt nie należy głaskać!

Kolejną wielką atrakcją Belize był caving w jaskini z zachowanymi szczątkami Majów – Actun Tunichil Muknal (ATM), gdzie dowiedziałam się, iż ofiaram z ludźmi byli sami mężczyźni. Wyobraźcie sobie, że nie byli zmuszani! Wielkie rody uważały za zaszczyt poświęcanie członków swoich rodzin.

5. Gwatemala (12 dni)

Gwatemala skradła moje serce i zmieniła mnie. Stałam się Larą Croft podczas 2 dni, kiedy zwiedzałam ruiny miasta Majów w Tikal, zmierzyłam się ze swoimi słabościami, wycieńczeniem i zimnem w trakcie dwudniowego trekkingu na wulkan Acatenango, by całą noc podziwiać erupcje wulkanu Fuego. Znalazłam też czas na refleksję w wiosce San Marcos la Laguna nad Jeziorem Atitlan. I choć marzyłam o praktyce jogi w niesamowitych studiach z widokiem na wulkany, to moje baaardzo zmęczone nogi pozwoliły mi jedynie na udział w Cacao Dance (połączenie ceremonii kakao z ecstatic dance prowadzone przez słynnego Mose) w the Nest.

6. Honduras (3 dni)

Planowałam snorkeling na wyspie Utila, ale pogoda pokrzyżowała mi plany. 3 dni spędziłam w całkowicie nieturystycznym miasteczku San Lorenzo z widokiem na lasy namorzynowe. Przyjemny, relaksujący czas.

7. Nikaragua (5 dni)

Ale tu było miło! 2 pierwsze noce w Nikaragui spędziłam przy plaży w miejscowości Las Penitas nad Oceanem Spokojnym skacząc na falach i spoglądając w miliony gwiazd i praktykując jogę, a kolejne 3 w mieście Leon, którego wielką atrakcją jest spacer po dachu białej katedry i volcano boarding, czyli zjazd na desce z wulkanu!

8. Kostaryka (6 dni)

Soczyście zielona i pełna dzikich zwierząt. To tu spełniłam swoje wielkie marzenie o obserwacji leniwców w naturze (spotkałam je potem również w Panamie i Kolumbii :).

Las Chmurowy Monteverde jest przepiękny! Warto wybrać się na wycieczkę z przewodnikiem (mają świetne lunety, dzięki którym nie tylko zobaczycie zwierzęta z bliska, ale też zrobicie świetne zdjęcia!) na 7:30, chłonąć wiedzę o przyrodzie od niego przez 3h, a potem zostać samemu i zrobić pętelkę (2h samego trekkingu) przez najniższe trasy w parku na mapie wraz z mostem (Sendero Nuboso A, Sendero Nuboso B, Sendero La Ventana i wrócić Sendero Camino z odbiciem na Sendero El Puente, by przejść most). Oczywiście musicie też wstąpić do Colibri Cafe przy wejściu do rezerwatu, by przyglądnąć się kilku gatunkom kolibrów, które przylatują tu do poidełek. Być w Kostaryce i nie wybrać się na tyrolki, to jak nie być w Kostaryce. Ja wybrałam 100% Aventura – najdłuższy przejazd miał… 1,5 km!

Nie mogłam opuścić Kostaryki bez wizyty w La Fortuna, by podziwiać wulkan Arenal. Wybrałam się na wiszące mosty w Mistico Hanging Bridges (im wcześniej, tym lepiej – tu nie potrzebujecie przewodnika. Jest bajecznie! 😉 i na trekking po polach zastygłej lawy w Mirador el Silencio. Zrelaksowałam się też w gorącej rzece (Free Hot Springs obok term Tabacon) i obserwowałam leniwce w Bogarin Trail (polecam zarezerwować tu wycieczkę z przewodnikiem o 8:00, 9:00, 10:00 lub 15:00, kiedy leniwce są najbardziej aktywne).

9. Panama (7 dni)

Po bardzo przygodowej Kostaryce przyszedł czas na relaks na wyspach Bocas del Toro. Stolica Panamy o jakże zaskakującej nazwie Panama City zachwyciło mnie bardzo nowoczesnym centrum finansowym i fantastyczną, ciągnącą się kilometrami promenadą nad morzem. Ale kulminacyjnym punktem podróży do Panamy była dwudniowa wizyta na rajskich wysepkach San Blas Islands (nazwa dalej w użyciu, choć oficjalnie to Guna Yala lub Kuna Yala). Jak tutaj jest pięknie! To 365 wysp będących częścią niezależnego terytorium Indian Guna Yala. Niektóre wysepki to tylko kilka palm na piasku, inne mieszczą na sobie niewielką wioskę, którą obejdzie się w 5 minut. Warunki są tu bardzo proste – śpi się w drewnianych lub bambusowych chatkach, jedzenie to głównie ryby z frytkami lub ryżem i surówką, ale nie ma to znaczenia, gdyż jesteś w prawdziwym raju! Co ciekawe: jeśli na wyspie mieszkają dzieci, rząd funduje ludności internet Starlink, do którego dostęp można wykupić za… 1 USD (przynajmniej na wyspie Aroma ;). W trakcie pobytu odbyłam 2 wycieczki. Jedną na sąsiednią wyspę Iguana (ze sporą rafą koralową) oraz na 2 wyspy i naturalny basen – płyciznę na środku morza. Moim numerem 1 jest piękna niczym Malediwy wysepka Perro Chico z zatopionym przy brzegu statkiem porośniętym rafą koralową. Jeśli się tu wybierzecie, to koniecznie zabierzcie maskę do snorkelingu!

10. Kolumbia (11 dni) + Peru 1 dzień + Brazylia 2 godziny

Uśmiecham się na samo wspomnienie Kolumbii. To fascynujący kraj, który ma tak wiele do zaoferowania – w samej Kolumbii można spędzić 2 miesiące i się nie nudzić! W tej podróży odwiedziłam jedynie kolorowe Salento (skąd ruszyłam w piękny trekking w Cocora Valley z widokiem na najwyższe palmy świata oraz wpadłam do równie barwnego miasteczku Filandia z bajecznymi krajobrazami), Pereirę, Amazonię i Bogotę – stolicę Kolumbii.

Kolumbijską Amazonia jest nieoszlifowanym diamentem.  Nie ma tu luksusowych lodge’y (poza jednym pięknym hotelem położony zbyt daleko, by doświadczyć w pełni Amazonii). Znajdziecie tu za to 22 wioski plemion i prawdziwie dziką przyrodę. Podczas mojej 3 dniowej, prywatnej wyprawy widziałam różowe delfiny, szare delfiny, leniwce, tarantule, jadowite pająki i węże, małpki, kajmany, prehistoryczne ryby, sępy i inne niezliczone ptaki w tym urocze tuki tuki. Odwiedziłam 3 lokalne wioski – jedna położona jest już w Peru (bez obaw – w tym rejonie kontrolą graniczną nie musicie się przejmować ;), a na koniec wypiłam zimnego kokosa w Brazylii podziwiając zachód słońca nad Amazonią.

Ciekawostka: lokalsi ubrani są tak jak my i większość ma smartphone’y.

11. Meksyk (5 dni)

Ostatnie dni mojej wielkiej podróży chciałam spędzić na rajskiej wyspie. Wybrałam Isla HolboxMeksyku :). Pełno tu kolorowych murali i dobrych restauracji. Największymi atrakcjami są spacer po sandbank (mieliźnie oddalonej od plaży, więc spacerujesz niczym Jezus po wodzie 😉 w kierunku Punta Mosquito oraz… biolumiescencjyjuny plankton. Wybierz się w ciemną noc na wycieczkę, by poczuć się jak czarodziej lub czarodziejka! Pod wpływem kontaktu z tlenem, substancja obecna w lokalnych algach rozświetla lekko wodę i pojawiają się w niej iskry. Znów poczułam się jak dziecko kiedy szalałam w wodzie nocą, by puszczać „gwiazdy” z dłoni. Magia! Niestety nie da się zrobić zdjęcia temu zjawisku, więc sami musicie go spróbować 😉

A teraz czas na podsumowania. Poznajcie moje rankingi Naj z tej podróży 😉

Podróż przez 2 Ameryki – ulubione kraje z całej podróży

Belize, Gwatemala, Kostaryka, Kolumbia – ex aequo – każdy kraj jest inny, każdy fantastyczny na swój unikalny sposób.

Podpowiedź: Pamiętajcie, że nawet jeśli macie tylko 2 tygodnie wakacji możecie łączyć 2-3 kraje w jednej podróży. Idealnym przykładem jest Gwatemala i Belize lub Tajlandia, Kambodża i Wietnam a nawet Sri Lanka i… Malediwy! Jeśli potrzebujecie pomocy w organizacji podróży marzeń, ślijcie maile na [email protected], a nasi specjaliści od raju z przyjemnością Wam pomogą ;).

Najpiękniejsze plaże tej podróży

1. Perro Chico, Archipelag San Blas, Panama

Perro Chico to wyspa tak maleńka, że można ją obejść dookoła w… 5 minut! Bez ściemy! Ale plażę ma niezwykle piękną, kolor wody jak na Malediwach i do tego wielką atrakcję – wrak statku porośnięty rafą koralową tuż przy jej brzegu. Petarda!

2. Plaża Holbox na wyspie Holbox

Fantastyczna atmosfera relaksu i przepiękne zachody słońca.

3. Plaża wyspy Aroma, Archipelag San Blas, Panama

Wyspa Aroma oferuje nawet niewielką rafę koralową i hamaki w cieniu palm kokosowych.

Największe przygody z wyprawy do Ameryki Północnej i Południowej

1. Dwudniowy trekking na wulkan Acatenango, by podziwiać nocą erupcje wulkany Fuego, Gwatemala

Niesamowite doświadczenie, ale nie bez wyzwań. Można do nich zaliczyć m.in. strome podejście (1500 metrów przewyższenia pierwszego dnia) i do tego z bardzo śliską nawierzchnia (na szczęście u podnóża wulkanu wypożyczyłam kijki trekkingowe), wysokość (moja baza znajdowała się na 3700 m n.p.m.), temperatura (nocą było 0 stopni). Czy warto? Zdecydowanie tak! Wulkan Fuego wybucha co 15-20 minut. Nocą widać czerwoną lawę i słychać huk erupcji.  Jest to doświadczenie, którego nie zapomnę do końca życia.

2. Caving w jaskini Actun Tunichil Muknal (ATM), Belize

Wow, co za przygoda! Tu miejscami miałam pietra. Aby dojść do jaskini trzy razy przekracza się rzekę. A następnie 3 godziny spędza się w całkowitej ciemności, brodząc w wodzie od kostek po szyję. Kulminacją jest wizyta w komnatach wypełnionych szczątkami ofiar składanych przez Majów bogom deszczu. Co ciekawe: szkielety są tylko męskie, najmłodszy chłopiec miał… 1,5 roku i wbrew moim wybobrażeniom ofiary nie były zmuszane – wielkie rody uważyły poświęcenie życia swoich bliskich za zaszczyt.

3. Pływanie z rekinami, płaszczkami i bliskie spotkanie z manatem (krową morską), Belize

Choć rafa koralowa nie jest tu zbyt kolorowa, to nigdzie indziej nie widziałam tylu zwierząt! Wielkie ryby, jak barakudy, małe, kolorowe rybki, żółwie morskie, płaszczki i wiele rekinów – ale spokojnie! Nurse Sharks nie są groźne dla ludzi. Podczas wycieczki ze snorkelingiem z wyspy Caye Caulker miałam też bliskie, bardzo bliskie spotkanie z manatem. Ten pokojowy olbrzym prawie się o mnie otarł kiedy postanowił wypłynąć na powierzchnię, by zaczerpnąć powietrze, tuż obok mnie. Patrzyłam mu prosto w oczy kiedy się do mnie zbliżał… Bajka!

4. Rejs i spacer nocą w dżungli w Amazonii, Kolumbia

Amazonia pobudziła moje szare komórki. Zdałam sobie sprawię, jak ogromny przywilej mam mieszkając w Polsce, w czasach których sama mogę decydować o swoim życiu. Amazonka też mnie zaskoczyła! Ludzie, nawet w najmniejszych wioskach to nie dzikie plemiona znane z filmów. Ubrani są tu całkowicie zwyczajnie i mają smartphony. Nawet tutaj część dzieciństwa kradną bajki i social media, choć jest zdecydowanie lepiej niż u nas, bo nie każdy dzieciak ma swój telefon. Widziałam też różowe delfiny (tak!) I leniwce praktycznie na wyciągnięcie ręki. Nocny trekking z przewodnikiem z maczetą był doświadczeniem z dreszczykiem.

5. Zjazd na tyrolkach nad lasem deszczowym, Kostaryka

Najdłuższa miała… 1,5 km! Fantastyczne przeżycie. Na 40-metrowe Tarzan Swing (podobne do skoku z bangee tylko nie zwisasz głową w dół) się nie odważyłam ;).

6. Eksploracja ruin miasta Majów w Tikal, Gwatemala

Przepiękna przygoda! Taka spokojniejsza, ale bardzo wartościowa. Ruiny Tikal są niezwykle rozległe z wieloma świątyniami i pałacami. Skrywa je gęsta dżungla. Przez 2 dni czułam się jak Indiana Jones! I choć wschód słońca skryła mgła, to dźwięki wydawane przez wyjce dodawały oczekiwaniu wyjątkowej atmosfery.

Ameryka Środkowa – najlepsze miejsca dla przyrodników

1. Kostaryka (szczególnie Corcovado National Park)

2. Amazonia, Kolumbia

3. Belize (snorkeling 7 Islands z Hol Chan przy Caye Caulker – OMG!)

Najciekawsze miasta i miasteczka obu Ameryk (z tej podróży 😉

  1. Panam City, Panama – część bardzo nowoczesna, z toną wieżowców przypominających Nowy Jork lub Dubaj i fantastyczną, ciągnącą się wiele kilometrów promenadą nad morzem, która wieczorami tętni życiem
  2. Nowy Jork, USA – Nowy Jork jest zachwycający, ale byłam tu za krótko i większość atrakcji była zamknięta nocą, więc uczciwie nie może wskoczyć na miejsce pierwsze ;).
  3. Salento, Kolumbia – prześliczne, kolorowe miasteczko z pięknymi widokami i trasami trekkingowymi w okolicy, m.in. bajeczną Cocora Valley. Równie urocze, a mniej turystyczne, jest pobliskie miasteczko Filandia. 

Ameryka Środkowa, Meksyk i Kolumbia – gdzie wrócę?

Największe wyzwania i bolączki w szybkim podróżowaniu

  1. Częste przekraczanie granic – Hmmm, jest to zdecydowanie upierdliwe, bywa frustrujące i zajmuje sporo czasu (na granicy lądowej między Nikaraguą i Kostaryką spędziłam… 3 godziny!)
  2. Częste niewyspanie – kilka razy nocne autobusy, loty w środku nocy, czy wycieczki zaczynające się o niesłychanych porach: wschód słońca w Tikal o 4:00 rano, 2 dni w Archipelagu San Blas o 4:45 rano.
  3. Poczucie niedosytu – kiedy wszystko jest dopięte na ostatni guzik, nie masz pola manewru, by zatrzymać się na dłużej w miejscu, które naprawdę Ci się podoba lub odwiedzić fantastyczną miejscówkę, o której właśnie usłyszałeś…

Co mnie zaskoczyło?

Podróże – co zabrać? Lista najbardziej przydatnych przydasiów

  1. Kilka metrów (4-6 m) sznurka. W ilu sytuacjach mnie ratował! Gdy nie było miejsca na wywieszenie mokrego stroju kąpielowego w hotelu lub gdy wiatrak przestał się obracać – wystarczyło cały czas trzymać jeden sznurek – lub gdy w oknie łazienki mojego pokoju nie było zasłonki).
  2. Kosmetyczka podróżna z haczykiem – czasami nawet w lepszych hotelach w łazience był tylko 1 haczyk i zero półek
  3. Poduszka dmuchana na szyję typu rogal – zbawienie podczas transferów
  4. Repelent na komary z wysoką zawartością Deet (minimum 35%) – w niektórych krajach Deet jest zakazany, w innych (np. Kolumbii) kupicie tylko środki z Deet maksymalnie 25%.
  5. Żel do dezynfekcji rąk

Czy moja podróż zainspirowała Was do wybrania 1 a może 2 opisanych przeze mnie krajów podczas kolejnych wakacji? Tak? Super! Jeśli potrzebujecie pomocy w organizacji podróży, piszcie wiadomości na [email protected], a nasi doświadczeni podróżnicy z przyjemnością Wam pomogą ;).

Może spodobają się Wam również wpisy: