Jeśli nigdy nie byliście na wakacjach z safari, prawdopodobnie wyobrażacie je sobie mniej więcej tak: lwy czyhają za każdym krzakiem, lampart tylko czeka, aż otworzycie okno samochodu, a nocą wokół namiotu krążą hieny zastanawiające się, kto śpi najbliżej wejścia. Spokojnie. Lew Was nie zje. Za to istnieje spore ryzyko, że po pierwszym safari przepadniecie. Bo niewiele podróżniczych doświadczeń można porównać z porankiem na afrykańskiej sawannie, kiedy słońce dopiero wychodzi, gdzieś w oddali maszeruje stado słoni, obok drogi stoi żyrafa, a przewodnik nagle mówi: „Look, lion!”. I wtedy nagle okazuje się, że pobudka o 5:30 rano wcale nie była takim złym pomysłem. Safari to jedna z tych rzeczy, które naszym zdaniem każdy szanujący się Podróżnik powinien przeżyć przynajmniej raz w życiu. Tylko dokąd jechać? Kenia, Tanzania, RPA, a może Uganda? Czy safari jest bezpieczne? Czy trzeba spać w namiocie bez prądu? Ile to kosztuje? I o co właściwie chodzi z tą całą Wielką Piątką? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w tym wpisie.

Spis treści

Safari w Afryce – mity i fakty

Czy safari w Afryce jest bezpieczne? Czy lew może zaatakować?

Mit nr 1: Lew mnie pożre. 

To pytanie pojawia się częściej, niż moglibyście przypuszczać. Na klasycznym safari poruszacie się samochodem terenowym z doświadczonym przewodnikiem. Dzikie zwierzęta są przyzwyczajone do obecności samochodów i zazwyczaj traktują je jako jeden duży, mało interesujący i niejadalny element krajobrazu. Nie patrzą na otwarty samochód i nie myślą: „O, bufet!”. Dlatego możecie znaleźć się naprawdę blisko lwów, słoni czy żyraf i nadal czuć się bezpiecznie.

Jest tylko jedna bardzo ważna zasada: słuchacie przewodnika. Jeśli mówi, żeby nie wysiadać – nie wysiadacie. Jeśli każe zachować ciszę – zachowujecie ciszę. A jeśli wielki słoń stanie dwa metry od samochodu, nie próbujecie zrobić z nim selfie. Dopóki nie postanowicie wysiąść na sawannie i przedstawić się lwu osobiście, safari nie jest ekstremalną walką o przetrwanie. Za to emocje bywają ekstremalnie przyjemne.

Ciekawostka o safari: dlaczego zwierzęta ignorują samochody?

To jedna z rzeczy, które najbardziej zaskakują podczas pierwszego safari. Lew może leżeć kilka metrów od samochodu i kompletnie nie przejmować się tym, że w środku siedzi sześć osób z aparatami. Dla wielu zwierząt samochód jest po prostu dużym, znajomym obiektem. Nie rozpoznają go jako kilku osobnych ludzi siedzących w środku. Dlatego bardzo ważne jest, żeby nie wychylać się gwałtownie, nie wysiadać i nie burzyć tej „jednej bryły” samochodu. Natura ma swoje zasady. I naprawdę lepiej ich nie testować na lwie.

Jak wyglądają noclegi na safari w Afryce?

Mit nr 2: Safari oznacza prymitywne warunki.

Może oznaczać. Ale absolutnie nie musi. W Afryce możecie spać w bardzo prostym namiocie i budzić się z pierwszymi promieniami słońca. Możecie również wybrać piękną lodge pośrodku sawanny, luksusowy namiot z normalnym łóżkiem i łazienką albo hotel z basenem infinity, z którego będziecie obserwować przechodzące w oddali żyrafy. Są lodge położone przy naturalnych wodopojach, do których regularnie przychodzą słonie, zebry czy antylopy.Wyobraźcie sobie: siadacie rano z kawą na tarasie, a kilkadziesiąt metrów dalej spaceruje słoń. I nagle okazuje się, że basen z widokiem na morze przestał być najbardziej ekscytującym basenem świata.

Standard safari może być więc bardzo różny – od prostego i przygodowego po naprawdę luksusowy. My lubimy takie, w których wieczorem słychać Afrykę, a nie muzykę z hotelowego lobby. I jeszcze jedno: nocleg w namiocie na safari nie zawsze oznacza „namiot” w rozumieniu harcerskiego obozu. Czasem w środku znajdziecie wielkie łóżko, drewnianą podłogę, prywatną łazienkę i taras z widokiem na sawannę. Czyli namiot tylko taki, w którym można bardzo szybko zapomnieć, że technicznie śpicie pod płótnem.

Ile kosztuje safari w Afryce i czy jest tylko dla bogaczy?

Mit nr 3: Safari jest tylko dla bogaczy.

Nie będziemy Wam wmawiać, że safari jest tanie. Nie jest. To jedno z droższych podróżniczych doświadczeń, szczególnie jeśli chcecie zobaczyć najlepsze parki narodowe, podróżować prywatnym samochodem i spać w dobrych lodge’ach. Ale trudno też porównać safari ze zwykłym pobytem w hotelu. Płacicie nie tylko za nocleg i samochód. Płacicie za wstępy do parków narodowych, pracę lokalnych przewodników, logistykę w miejscach oddalonych setki kilometrów od dużych miast i możliwość obserwowania zwierząt tam, gdzie natura nadal rządzi się własnymi prawami. Na cenę safari wpływa przede wszystkim kraj, liczba dni, standard noclegów, sezon oraz to, czy podróżujecie prywatnie, czy w większej grupie. Da się zrobić safari rozsądniej budżetowo. Da się też wydać na jedną noc w lodge tyle, ile normalnie kosztują całe wakacje.

Wielka Piątka Afryki – jakie zwierzęta można zobaczyć na safari?

Jeśli planujecie pierwsze safari, szybko natkniecie się na to magiczne hasło: Wielka Piątka, czyli: lew, lampart, słoń, nosorożec, bawół. Dzisiaj to podróżnicza lista marzeń, ale sama nazwa ma mniej sympatyczne pochodzenie. Dawniej „Big Five” oznaczała pięć najtrudniejszych i najbardziej niebezpiecznych zwierząt Afryki, na które polowano pieszo. Na szczęście czasy się zmieniły. Dziś zamiast strzelby zabieramy aparat, lornetkę i zdecydowanie dużo miejsca w telefonie na zdjęcia słoni.

Całą Wielką Piątkę można zobaczyć między innymi w Kenii, Tanzanii i RPA, chociaż nigdy nie ma gwarancji, że podczas jednego safari pojawi się komplet. I właśnie na tym polega cała zabawa. Safari nie jest zoo. Nikt nie dzwoni rano do lamparta z pytaniem, czy mógłby pojawić się przy drodze około 9:30. Czasem przez godzinę nie dzieje się nic. A potem zza zakrętu wychodzi lwica z młodymi i nagle wszyscy przestają oddychać.

Nie tylko Wielka Piątka

Paradoksalnie po safari możecie odkryć, że wcale nie lew zrobił na Was największe wrażenie. Może będzie to stado kilkudziesięciu słoni przechodzących tuż przed samochodem. Może gepard. Może maleńka żyrafa stojąca obok mamy. Albo hipopotam, który wygląda sympatycznie tylko do momentu, kiedy dowiecie się, że zdecydowanie lepiej podziwiać go z odpowiedniej odległości.

Na safari szybko człowiek zaczyna doceniać również stworzenia, których nazw przed wyjazdem nawet nie znał. I nagle godzinę później dyskutuje z przewodnikiem o różnych gatunkach antylop. Afryka robi dziwne rzeczy z ludźmi ;).

Wielka Migracja – kiedy najlepiej jechać i  kiedy zobaczyć przeprawę przez Mara River?

Wielka Migracja to nie wydarzenie, które odbywa się przez tydzień w sierpniu. To całoroczny cykl przemieszczania się ogromnych stad gnu, zebr i gazel pomiędzy Serengeti w Tanzanii a Masai Mara w Kenii. Zwierzęta podążają za deszczem, świeżą trawą i wodą, dlatego dokładnych dat nie da się wpisać do kalendarza. Ale są miesiące najbardziej prawdopodobne.

Kiedy najlepiej zobaczyć przeprawę przez Mara River?

Jeśli Waszym marzeniem jest klasyczna scena z filmu przyrodniczego: tysiące gnu stojące na brzegu, nagły skok do rzeki, kurz, chaos i krokodyle czekające w wodzie, celujcie przede wszystkim w okres od końca lipca do września. Najbardziej pewnym okresem są zazwyczaj sierpień i wrzesień. Przeważnie właśnie wtedy największe stada znajdują się w północnym Serengeti i Masai Mara, a przeprawy przez Mara River są najbardziej prawdopodobne.

Wielka Migracja w lipcu – pierwsze wielkie emocje

W lipcu stada zaczynają docierać do północnego Serengeti, a pod koniec miesiąca część z nich może już przekraczać Mara River w kierunku Kenii. Końcówka lipca może być fantastyczna, ale jest trochę większą loterią niż sierpień. Jeśli deszcze były inne niż zwykle, stada mogą dotrzeć później.

Sierpień – najlepsza szansa na spektakularną przeprawę

Gdybyście kazali nam wskazać jeden miesiąc na Mara River crossing, wybralibyśmy właśnie sierpień. Wtedy ogromna część stad znajduje się zazwyczaj w rejonie północnego Serengeti i Masai Mara, a przeprawy należą do najbardziej prawdopodobnych. Tylko uwaga: Wielka Migracja ma wtedy wielką publiczność. Przy popularnych punktach nad rzeką potrafi zgromadzić się naprawdę dużo samochodów safari. Dlatego bardzo ważna jest lokalizacja lodge i dobry przewodnik, a nie tylko sam miesiąc podróży.

Wrzesień – według nas genialny kompromis

Wrzesień jest często trochę niedoceniany, a my bardzo go lubimy. Stada nadal przebywają w Masai Mara i wokół Mara River, przeprawy wciąż się zdarzają, warunki do obserwacji zwierząt są znakomite, a sezon migracyjny nadal trwa pełną parą. Jeśli więc ktoś pyta nas: „Sierpień czy wrzesień?” odpowiedź brzmi: oba są świetne. Sierpień daje bardzo mocną szansę na spektakularne przeprawy, ale wrzesień może być dobry i bywa nieco spokojniejszy.

A październik?

W październiku duża część stad nadal może przebywać w Masai Mara, ale powoli zaczyna się ruch z powrotem na południe do Tanzanii. To nadal dobry miesiąc na migrację i safari, jednak jeśli głównym marzeniem jest właśnie dramatyczna przeprawa przez Mara River, celowalibyśmy raczej w sierpień lub wrzesień.

I najważniejsze: przeprawy nie mają rozkładu jazdy

Możecie siedzieć nad Mara River kilka godzin i nic się nie wydarzy. Tysiące gnu podejdą do brzegu. Popatrzą. Jedno zrobi krok do przodu. Reszta się cofnie. Wy będziecie patrzeć. I czekać. A następnego dnia stada mogą przekroczyć rzekę kilka razy. Właśnie dlatego nikt uczciwy nie powinien obiecywać Wam konkretnej przeprawy. Nawet w sierpniu czy wrześniu można jedynie maksymalizować szanse. Migracja zależy od opadów, trawy, poziomu rzek i decyzji podejmowanych przez zwierzęta, które – jak łatwo się domyślić – nie konsultują swojego planu z biurami podróży ;).

Nasza rada: nie jedźcie do Masai Mara na jedną noc

Jeśli Mara River crossing jest jednym z Waszych podróżniczych marzeń, nie planowalibyśmy jednej nocy i jednego safari nad rzeką. Im więcej czasu spędzicie w odpowiedniej części Masai Mara lub północnego Serengeti, tym większa szansa, że traficie na moment, kiedy stado rzeczywiście zdecyduje się wejść do wody. Najlepiej potraktować przeprawę jak bonus do świetnego safari, a nie przedstawienie kupione na konkretną godzinę. Bo nawet jeśli gnu tego dnia odmówią współpracy, wokół nadal macie lwy, gepardy, słonie, żyrafy i setki tysięcy innych zwierząt. Czyli specjalnie nudzić się nie będziecie.

Wielka Migracja w skrócie

Styczeń-marzec: południowe Serengeti i okolice Ndutu – narodziny setek tysięcy młodych gnu i mnóstwo drapieżników.

Kwiecień-maj: stada ruszają na północ przez Serengeti.

Maj-lipiec: zachodnie Serengeti i przeprawy przez Grumeti River.

Koniec lipca-wrzesień: północne Serengeti i Masai Mara – najlepszy czas na Mara River crossings.

Sierpień-wrzesień: nasz najmocniejszy wybór, jeśli przeprawa przez Mara River jest priorytetem.

Październik: migracja nadal widoczna w Masai Mara, ale stada zaczynają stopniowo ruszać z powrotem na południe.

Listopad-grudzień: powrót przez Serengeti w kierunku południowych równin.

Gdzie najlepiej jechać na safari w Afryce? Kenia, Tanzania, RPA czy Uganda?

Nie istnieje jeden najlepszy kraj na safari. Istnieje za to najlepszy kraj dla Was. Bo inaczej doradzimy komuś, kto marzy przede wszystkim o lwach i słoniach, inaczej rodzinie jadącej pierwszy raz do Afryki, a jeszcze inaczej komuś, kto był już na klasycznym safari i chce stanąć kilka metrów od goryla górskiego.

Safari w Kenii – najlepszy wybór na pierwszy raz

Jeśli zapytacie nas, gdzie pojechać na swoje pierwsze safari w Afryce, Kenia będzie bardzo wysoko na naszej liście. Jest różnorodna, stosunkowo łatwa logistycznie i ma ogromną liczbę świetnych parków oraz rezerwatów dość blisko siebie. Najbardziej znana jest oczywiście Masai Mara – królestwo lwów, gepardów, słoni, żyraf i ogromnych stad antylop. To właśnie tutaj w drugiej części roku dociera Wielka Migracja i można mieć szansę zobaczyć słynne przeprawy przez rzekę Mara. Ale Kenia to zdecydowanie nie tylko Masai Mara. Jest Amboseli, gdzie ogromne stada słoni spacerują na tle ośnieżonego Kilimandżaro. Jest jezioro Naivasha. Są mniej zatłoczone parki i rezerwaty, w których można spędzić kilka dni bez poczucia, że oglądacie ciągle ten sam krajobraz. A zwierząt miejscami jest tyle, że po kilku dniach możecie złapać się na czymś absolutnie absurdalnym: „O, kolejna żyrafa”. Tak. Człowiek szybko się przyzwyczaja do dobrego.

Ogromnym plusem Kenii jest też możliwość połączenia safari z innymi doświadczeniami. W Nairobi możecie odwiedzić Sheldrick Wildlife Trust, gdzie ratowane są osierocone słonie, oraz słynne Giraffe Centre. A po kilku dniach kurzu, sawanny i pobudek o świcie? Wsiadacie do samolotu i lecicie na białe plaże Diani Beach nad Oceanem Indyjskim. Safari + palmy. Czyli bardzo po naszemu.

Safari w Tanzanii – Serengeti, Ngorongoro i Wielka Migracja

Tanzania jest trochę bardziej dzika. Bardziej rozległa. Bardziej surowa. I momentami jeszcze bardziej filmowa. Jej największą gwiazdą jest oczywiście Serengeti. Nazwa pochodzi od masajskiego określenia oznaczającego mniej więcej „miejsce, gdzie ziemia ciągnie się bez końca” i kiedy pierwszy raz patrzycie na tę przestrzeń, trudno wymyślić lepszy opis. Po horyzont sawanna. Gdzieniegdzie akacja. Stado zebr. I absolutnie nic, co przypomina Europę. Serengeti jest jednym z najważniejszych miejsc Wielkiej Migracji, dlatego w zależności od miesiąca można obserwować tutaj różne etapy wędrówki ogromnych stad.

Drugim fenomenem Tanzanii jest Ngorongoro. To gigantyczna kaldera dawnego wulkanu, wewnątrz której powstał niezwykły naturalny ekosystem. Na stosunkowo niewielkim obszarze żyją tysiące zwierząt. Zjeżdżacie samochodem na dno krateru i macie wrażenie, jakbyście trafili do gigantycznego naturalnego amfiteatru pełnego zebr, bawołów, antylop, słoni i lwów.

Tanzania wymaga często większych przejazdów niż Kenia i potrafi być trochę bardziej wymagająca logistycznie, ale w zamian daje niesamowite poczucie przestrzeni i dzikości. A jeśli safari to dla Was za mało, możecie jeszcze zdobyć Kilimandżaro. A potem zrobić to, co po zdobyciu Dachu Afryki należy się każdemu człowiekowi: poleżeć kilka dni pod palmą na Zanzibarze (oczywiście bez kilkudniowego trekkingu na Kilimandżaro też wyślemy Was do tego raju z bajcznymi plażami ;).

Safari w RPA – Wielka Piątka, Kapsztad i Garden Route

RPA wybralibyśmy dla osób, które nie chcą podczas jednej podróży oglądać wyłącznie sawanny. Bo RPA jest trochę jak kilka krajów w jednym. Macie safari i Wielką Piątkę. Macie góry. Oceany. Winnice. Pingwiny. Wieloryby. Rekiny. Świetne jedzenie. Fantastyczne drogi. I jedno z najpiękniej położonych miast świata. Kapsztad leżący pod Górą Stołową sam w sobie jest powodem, żeby tu przylecieć. Do tego dochodzą słynne winnice Stellenbosch i Franschhoek, pingwiny na Boulders Beach, Przylądek Dobrej Nadziei oraz spektakularna Garden Route.

A safari? Najbardziej znanym miejscem jest oczywiście Park Narodowy Krugera oraz otaczające go prywatne rezerwaty, gdzie macie bardzo dobre szanse zobaczyć Wielką Piątkę. RPA daje też ogromny wybór standardów zakwaterowania – od bardziej budżetowych opcji po jedne z najbardziej spektakularnych safari lodge na kontynencie.

To kierunek dla Was, jeśli chcecie wrócić z Afryki i powiedzieć: „Widzieliśmy lwy, piliśmy wino, chodziliśmy po górach, spotkaliśmy pingwiny i kąpaliśmy się w dwóch oceanach”. Normalny tydzień tego nie przebije.

Safari w Ugandzie – trekking do goryli górskich

Uganda jest zupełnie inną historią. Tutaj klasyczne safari jest ważne, ale nie ono gra główną rolę. Największym powodem, dla którego jedzie się do Ugandy, są goryle górskie. Najpierw idziecie przez wilgotny, gęsty las. Czasem godzinę. Czasem kilka. A potem przewodnik zatrzymuje grupę. Kilka metrów dalej siedzi goryl. Nie w zoo. Nie za szybą. Nie na ekranie telewizora. W swoim lesie.

Spotkanie z gorylami górskimi jest jednym z tych doświadczeń, które naprawdę trudno później komuś opowiedzieć. Ale Uganda ma znacznie więcej. Możecie tropić szympansy, odbyć piesze safari z nosorożcami, zobaczyć słonie i lwy w parkach narodowych, popłynąć po Nilu, spróbować raftingu i poznawać lokalne społeczności. Jest zielona, intensywna i zdecydowanie mniej oczywista.

Ugandę polecilibyśmy szczególnie Podróżnikom, którzy klasyczne safari mają już za sobą albo od początku szukają czegoś naprawdę wyjątkowego.

Safari – jaki kraj wybrać: Kenia, Tanzania, RPA czy Uganda?

Nasze bardzo subiektywne podsumowanie?

Najlepsze na pierwszy raz: Kenia.

Najbardziej filmowe: Tanzania.

Najbardziej różnorodne: RPA.

Najbardziej niezwykłe: Uganda.

Kenia czy Tanzania – gdzie lepiej pojechać na safari?

To jedno z najczęstszych pytań. I odpowiedź brzmi oczywiście: to zależy. Jeśli jedziecie na safari pierwszy raz, macie około dwóch tygodni i chcecie połączyć kilka różnych parków z plażą, częściej wybralibyśmy Kenię. Ma świetną infrastrukturę safari, ogromną różnorodność parków i bardzo łatwo połączyć ją z odpoczynkiem na Diani Beach.

Jeśli najbardziej marzy Wam się ogromna, niekończąca się sawanna i klasyczne obrazki rodem z filmów przyrodniczych, Tanzania może wygrać. Serengeti ma w sobie coś naprawdę niezwykłego, a Ngorongoro jest miejscem absolutnie jedynym w swoim rodzaju. Do Tanzanii dochodzi też Zanzibar, który jest idealnym zakończeniem safari.

A jeśli nadal nie możecie zdecydować między Kenią i Tanzanią?

Można połączyć oba kraje. Problem rozwiązany ;).

Kiedy najlepiej jechać na safari w Afryce?

Nie ma jednego najlepszego miesiąca dla całej Afryki. Wszystko zależy od kraju i od tego, co dokładnie chcecie zobaczyć. W Kenii i Tanzanii bardzo popularnym okresem jest pora sucha, kiedy zwierzęta częściej gromadzą się wokół źródeł wody, a roślinność jest mniej gęsta.

Jeżeli marzycie o Wielkiej Migracji, termin trzeba dobrać bardziej precyzyjnie. Stada przemieszczają się przez Serengeti i Masai Mara przez cały rok, dlatego w różnych miesiącach najlepsze będą różne regiony.

RPA można odwiedzać przez większą część roku, ale również tutaj sezon ma wpływ na warunki obserwacji zwierząt.

W Ugandzie natomiast przy trekkingu do goryli bardzo ważne są opady – chodzenie przez tropikalny las po kilku godzinach deszczu jest przygodą, ale może niekoniecznie taką, o jakiej marzyliście.

Dlatego przy safari naprawdę warto zacząć nie od pytania: „Kiedy mamy urlop?” tylko: „Co najbardziej chcemy zobaczyć?” A potem znaleźć najlepszy termin.

5 rzeczy, które zaskakują podczas pierwszego safari

1. Zwierzęta naprawdę mogą być bardzo blisko

Nie „gdzieś tam na horyzoncie”. Czasem lew leży przy samej drodze, słoń przechodzi przed maską samochodu, a żyrafa zagląda na Was z kilku metrów. Wtedy zoom w aparacie staje się nagle mało potrzebny.

2. Safari zaczyna się bardzo wcześnie

Dzikie zwierzęta nie dopasowują swojego grafiku do hotelowego śniadania. Najlepsze obserwacje często zaczynają się o świcie. Ale uwierzcie nam: kiedy o 6:15 zobaczycie pierwszego lwa, przestaniecie narzekać na budzik. Przynajmniej na chwilę.

3. Jest dużo czekania

Safari nie wygląda tak, że co trzy minuty wyskakuje nowy gatunek. Czasem jedziecie długo. Szukacie. Patrzycie. I nic. A potem nagle przewodnik zatrzymuje samochód, wskazuje w trawę i okazuje się, że kilka metrów dalej leży lampart, którego sami nigdy byście nie zauważyli. To właśnie dlatego dobry przewodnik jest absolutnie bezcenny.

4. Zwierzęta mają Was gdzieś

I to jest cudowne. Słonie jedzą. Lwy śpią. Zebry stoją. Żyrafy spacerują. Nikt nie robi przedstawienia dla turystów. Jesteście tylko gośćmi w ich świecie.

5. Po trzech dniach zaczniecie mówić rzeczy, których nigdy nie spodziewaliście się powiedzieć

„Te ślady wyglądają jak lampart”.

„To chyba samiec kudu”.

„Nie zatrzymujmy się przy zebrze, widzieliśmy już dziś ze sto”.

Safari na wyjeździe firmowym – incentive w Afryce

Czy safari nadaje się na wyjazd motywacyjny dla firmy? Naszym zdaniem genialnie. Bo kolację integracyjną można zrobić w wielu miejscach. Ale wspólnego poranka, podczas którego Wasz zespół pierwszy raz zobaczy stado słoni na wolności, raczej szybko nie zapomnicie. Na incentive szczególnie lubimy RPA, bo łatwo połączyć tutaj bardzo różne doświadczenia: safari, Kapsztad, winnice, świetne restauracje, ocean i aktywności. To nie jest kolejny firmowy wyjazd. To jest historia, którą jeszcze kilka lat później ktoś będzie zaczynał od: „Pamiętasz, jak ten słoń podszedł do naszego samochodu?”.

To gdzie jechać na pierwsze safari?

Gdybyście postawili nas pod ścianą i kazali wybrać jeden kierunek dla osoby, która nigdy wcześniej nie była na safari, prawdopodobnie powiedzielibyśmy: Kenia. Jeśli chcecie jeszcze więcej dzikości i przestrzeni – Tanzania. Jeśli oprócz zwierząt chcecie przeżyć kompletną afrykańską podróż pełną wina, oceanu, gór i fantastycznych widoków – RPA. A jeśli chcecie spojrzeć w oczy gorylowi górskiemu i przez chwilę kompletnie zapomnieć o całym świecie – Uganda.

Niezależnie od kraju jedno możemy Wam obiecać. Po kilku dniach safari będziecie dokładnie wiedzieć, dlaczego ludzie wracają do Afryki.

Chcecie doświqdczyć safari na własnej skórze?

Możemy zaprojektować dla Was safari dokładnie tak, jak lubimy najbardziej: bez grupy, z dobrym lokalnym przewodnikiem, klimatycznymi lodge’ami i odpowiednią dawką chilloutu na końcu świata. Może to być klasyczna Kenia z Masai Mara i Diani Beach, dzika Tanzania z Serengeti i Zanzibarem, pełne kontrastów RPA albo zupełnie nieoczywista Uganda z gorylami górskimi.

Powiedzcie nam tylko, ile macie czasu, kiedy chcecie lecieć i co najbardziej chcielibyście zobaczyć- piszcie maile na [email protected], a z przyjemnością spełnimy Wasze podróżnicze marzenia.

Może zainteresują Was też inne wpisy:

Maria Sitek

Maria Sitek

Fanka Indiana Jonesa. Kocha podróże. To dla nich wielokrotnie rzucała wszystko, by ruszyć w świat. Odwiedziła 60 krajów, piechotą przemierzyła Hiszpanię, pięć miesięcy włóczyła się sama po Azji Południowo-Wschodniej. Mieszkała w Rumunii, Szkocji, Irlandii, Meksyku i Niemczech.