Fotomisja: Mongolia 2014

Warsztaty z Jackiem Boneckim w Mongolii to niesamowita wyprawa przez azjatyckie stepy, wydmy, jeziora i miasta. Przez 9 dni uczestnicy prowadzeni przez Wiktora, naszego człowieka od zadań specjalnych a do tego specjalisty od Syberii, Zabajkalu i północnej Mongolii odkrywali tajemnice sennych mongolskich stepów.

data: 02.09 - 11.09.2014

Opis wyprawy

Fotomisja w Mongolii pozostanie w pamięci jako 10 dni bardzo aktywnego pleneru fotograficznego. Tradycyjnie już na wyprawę zapisali się fotografowie, którzy ku mojej radości w sposób bezkompromisowy oddali się swojej pasji. Nie był to łatwy plener. Przypominał bardziej harcerski obóz wędrowny niż wczasy all inclusive. Podróżowaliśmy terenowymi Uazami przez ponad 1500 km. Dotarliśmy w góry, na pustynię, gnaliśmy godzinami przez stepy płaskie jak deska. Spaliśmy w mongolskich jurtach w szczerym polu, jedliśmy specjały mongolskiej kuchni, która co tu dużo gadać – do wykwintnej nie należy. O higienę również dbaliśmy na mongolską modłę… tak więc, było bardzo autentycznie. Do pełni szczęścia brakowało nam tylko skośnych oczu. Jednak akceptacja tak specyficznych warunków pozwoliła nam doskonale wczuć się w atmosferę tego kraju i odwiedzić jedne z najciekawszych jego miejsc. W stolicy szukaliśmy KFC i postkomunistycznych industrialnych klimatów. Na pustyni Gobi polowaliśmy na słońce malujące cienie na wydmach. W Bayanzag fotografowaliśmy czerwone skały w blasku burzy piaskowej w tle, itd.

mong bonecki1

fot. Jacek Bonecki

mong bonecki2

fot. Jacek Bonecki

Sama Mongolia, mimo iż urzekająca swoją dziewiczą naturą, nie jest typowym fotograficznym samograjem. Nie jest tak, że tam dobre zdjęcia same zapisują się na karcie pamięci. Zawsze jest tak, że albo światło nie to, albo pora nie ta, albo nic się nie dzieje, albo wszystko na raz. Tak więc, by wykonać dobre zdjęcia trzeba było się napracować. Większość czasu spędzaliśmy w samochodach, a gdy coś ciekawego działo się za oknem wyskakiwaliśmy z auta i niemal w biegu fotografowaliśmy – szybko oraz bez pudła, dbając przy tym by nic nie umknęło naszej uwadze. Dzięki temu odkrywaliśmy i pielęgnowaliśmy swoje trzecie oko.

mong bonecki3

fot. Jacek Bonecki

mong bonecki4

fot. Jacek Bonecki

Sama Mongolia, mimo iż urzekająca swoją dziewiczą naturą, nie jest typowym fotograficznym samograjem. Nie jest tak, że tam dobre zdjęcia same zapisują się na karcie pamięci. Zawsze jest tak, że albo światło nie to, albo pora nie ta, albo nic się nie dzieje, albo wszystko na raz. Tak więc, by wykonać dobre zdjęcia trzeba było się napracować. Większość czasu spędzaliśmy w samochodach, a gdy coś ciekawego działo się za oknem wyskakiwaliśmy z auta i niemal w biegu fotografowaliśmy – szybko oraz bez pudła, dbając przy tym by nic nie umknęło naszej uwadze. Dzięki temu odkrywaliśmy i pielęgnowaliśmy swoje trzecie oko.

mong bonecki5

fot. Jacek Bonecki

mong bonecki6

fot. Jacek Bonecki

Kulminacja pracy aparatem przypadała zawsze na wschód i zachód słońca .To była żelazna zasada, której się wszyscy bez wyjątku trzymaliśmy. W tym celu wstawaliśmy jeszcze w nocy i ruszaliśmy we wskazane przez przewodników miejsca. Nie chodziło tu o fotografowanie samego zjawiska czerwonej kuli, ale korzystanie ze specyficznego światła, jakie temu towarzyszyło. Tematem było wszystko to, co napatoczy się na obiektyw w danej chwili. Flora, fauna, ludzie czy krajobrazy, nie było żadnej specjalizacji i formalnych ograniczeń. Jednak nawet w takich sytuacjach bardzo liczyło się szczęście i intuicja. Trzeba było precyzyjnie zaplanować co i jak będziemy fotografować oraz w jakiej kolejności aby w maksymalny sposób wykorzystać krótki ( aledwie czasem kilkuminutowy ) okres najlepszego światła. Tutaj bardzo przydało się doświadczenie, którym szczerze i chętnie się ze wszystkimi dzieliłem.

mong bonecki7

fot. Jacek Bonecki

Czasem byłem zmuszony bawić się w starego górala, by dać nadzieję wszystkim na odrobinę słońca spomiędzy chmur. Przepowiadanie pogody w istocie kilka razy mi wyszło, tak jak w przypadku fotografowania na pustyni Gobi. Wschód słońca przywitał nas szarówką i deszczem, większość chciała wracać. Przekonałem ekipę, że warto poczekać, bo nigdy nic nie jest pewne. I stało się. Na 15 min wyszło zza chmur obłędne światło.

130642_nbigmini__P8R6171

Po długim i wyczerpującym dniu jedliśmy wspólną kolację, która cementowała nas towarzysko. Jej logiczną kontynuacją była degustacja lokalnych przysmaków, która płynnie przechodziła w warsztaty teoretyczne. Oglądaliśmy zdjęcia i analizowaliśmy je od strony technicznej, formalnej oraz treści – zastanawiając się jednocześnie, czy można by w nich coś poprawić. W efekcie noce były krótkie, ale wnosiły w nasze głowy wiele estetycznych prawd.

130640_nbigmini_P1010146zz

Tradycyjnie plener był okazją do przetestowania sprzętu, a zwłaszcza obiektywów Sigma we wszystkich skrajnych zakresach ogniskowych, do dowolnego systemu. Ogólnie plener był ciekawą podróżą i zabawą w fotografowanie na poważnie, tym bardziej, iż aura była dla nas łaskawa, gdyż słońca nie brakowało i krótkie spodnie nie bolały. 🙂

Prowadzący warsztaty
Jacek Bonecki

Zdjęcia z wyprawy