Królowa Karaibów. Kraj Fidela Castro, Che Guevary, rewolucji, cygar, rumu, salsy, tropikalnego słońca. Ale także kraj niedostatku, dwóch walut, podziałów, miast w ruinie… Jaka naprawdę jest Kuba?

Polecieliśmy tam w grudniu, wraz z Fotomisją, aby utrwalić na fotografiach obraz zmieniającego się kubańskiego świata. Co udało nam się zaobserwować? Czy wyspa okazała się przyjazna dla pasjonatów fotografii? Czy rzeczywiście trzeba się spieszyć, aby zobaczyć prawdziwą Kubę? Po śmierci Fidela Castro i ociepleniu stosunków z Ameryką, wszyscy prognozują rychłe zmiany. Czy stanie się ona zatem kolejnym karaibskim kurortem podporządkowanym turystyce?

 

kuba slawek markowski 3

fot. Sławomir Markowski

W Havanie lądujemy wieczorem. Od razu daje się wyczuć, że jesteśmy w tropikach. Powietrze jest gęste, ubrania kleją się do skóry. Jakże piękna jest to odmiana w środku polskiej zimy! Pierwsze zderzenie z kubańskim światem to niekończące oczekiwanie na bagaż. Lekko już zaniepokojeni otrzymujemy nasze walizki po prawie dwugodzinnym oczekiwaniu. Okazuje się jednak, ze to nic nadzwyczajnego i zaczynamy powoli rozumieć, ze czas na Kubie płynie w zupełnie innym rytmie i że najprościej jest to zwyczajnie zaakceptować. Słynna filozofia ”mañana” znajduje tu odzwierciedlenie w każdej minucie życia.

Sławomir Chrószcz4

fot. Sławomir Chrószcz

Spotykamy się z naszą przewodniczką Natalią – młodą Kubanką, która całkiem niedawno przeprowadziła się do Havany wraz
z rodziną. Havana, duże miasto, daje jej znacznie lepsze perspektywy pracy. Kolejna lekcja kubańskiego podejścia do życia, to tutejsza cadeca, czyli kantor. Po wyjściu z lotniska odnajdujemy dwa i grzecznie ustawiamy się w nieco przydługiej kolejce. Jak przystało na Kubę, absolutnie nikomu się tu nie spieszy. W kantorze pracują trzy osoby, z czego tylko jedna zajmuje się wymianą pieniędzy. Druga ma tajemniczą funkcję nicnierobienia, a trzecia pochłonięta rozmową telefoniczną, całkowicie ignoruje oczekujących.

IMG_5561

fot. Bea

Po raz kolejny pozostaje nam cierpliwie czekać na swoją kolej i pomimo późnej pory, nie narzekać. To pora, aby przyjąć kubańskie tempo i poczucie czasu – ta cenna umiejętność pozwoli nam zaoszczędzić sporo nerwów i rozczarowań. Uśmiechnięci zabijamy zatem czas rozmowami o tym, co czeka nas w ciągu najbliższych dni.

Sławomir Chrószcz5

fot. Sławomir Chrószcz

Do centrum Havany ruszamy wygodnymi i klimatyzowanymi samochodami. Nasi kierowcy mówią wyłącznie po hiszpańsku
i pomimo braku szerszego zrozumienia, są bardzo rozmowni. Samochód jest wygodny i sunie płynnie po kubańskich ulicach. Jednak za oknami, oprócz starych amerykańskich chevroletów, widać i zniszczone auta, które o dziwo posuwają się do przodu. Stękają, trzeszczą, ale jadą! Potrzeba matką wynalazków i co drugi Kubańczyk jest tutaj urodzonym mechanikiem.

Photo Leszek Nowak

fot. Leszek Nowak

Pierwsze noce spędzamy w centrum Havany. Zamieszkamy w casa particular, czyli kubańskiej kwaterze. Otrzymujemy skromne, ale czyściutkie i zadbane, pokoje z łazienkami. Do naszej dyspozycji pozostaje część wspólna domu, salon w którym spędzimy wspólnie poranki oraz balkon, na którym można by spędzać całe dnie obserwując fascynującą scenerię. Bez internetu, centrów handlowych i w obliczu ciasnych havańskich mieszkań, życie toczy się tutaj głównie na ulicy. To właśnie nadaje Havanie niesamowitego uroku.

IMG_3675

fot. Bea

Zmęczeni podróżą i walczący z jet-lagiem, decydujemy się złapać kilka godzin snu. Kolejny poranek powita nas pięknym słońcem i pyszną kawą serwowaną przez właścicieli casy. Nam, turystom, niczego tu nie będzie brakowało. Pierwsze jak i kolejne śniadania to zawsze ten sam świetny zestaw. Będą to jajka, pieczywo, słodkie owoce, świeżo wyciskane i orzeźwiające soki, ciasta i inne rarytasy. To zarazem pierwszy, ale i ostatni tak leniwy poranek podczas kubańskiej Fotomisji. Wszystkie kolejne rozpoczną się dużo wcześniej, przyjechaliśmy tu w końcu fotografować, a nie odpoczywać! Ktoś powiedział, ze fotografia to malowanie światłem. To zatem światło, czyli wschody i zachody słońca, będą wyznaczały rytm kolejnych dni.

IMG_3395

fot. Bea

Zwiedzanie Starej Havany rozpoczynamy od spaceru z naszą przewodniczką Natalią. Stara się ona pokazać nam najciekawsze punkty miasta i co nieco o nich opowiedzieć. Prawda jest jednak taka, że mało kto uważnie jej słucha. Havana wciąga każdego w delikatny stan zatracenia. Dookoła tyle się dzieje, że aż trudno skupić wzrok. Uzbrojeni w aparaty polujemy na sceny uliczne, gdzie wszystko zdaje się być inne i fascynujące. Krótka ulewa przychodzi jakby na życzenie i dodaje otoczeniu swoistej magii. Havana uwodzi, to sceneria wprost wymarzona dla fotografa.

Jacek Bonecki (1)

fot. Jacek Bonecki

Odkrywamy zakamarki miasta, które czasy świetności ma już dawno za sobą. Niegdyś drugie Las Vegas, dziś miasto w ruinie. Budynki to niekiedy same fasady, za którymi nie ma już nic. Ulice pełne dziur, w sklepach puste półki, ale Kubańczycy jakby nic sobie z tego nie robią. Uśmiechnięci, chętnie pozują do zdjęć. Zagadują, pozwalają zaglądać do swoich domów i warsztatów. Są naturalni, radośni, autentyczni. Dzieci jak to na całym świecie, to urodzeni modele. Spacerując po Havanie, warto nosić w kieszeni kilka słodkości dla napotkanych maluchów. Słodka niespodzianka przełamuje często bariery, które zresztą i tak zdają się nie istnieć.

kuba slawek markowski 2

fot. Sławomir Markowski

Wędrujemy zatem przez Havanę, kolejne wschody słońca spędzamy w porcie, gdzie gra świateł i kształtów okazuje się świetnym polem do nauki. Odkrywamy miasto głównie pieszo, w niespiesznym, właściwym dla Havany, tempie. Fotografujemy sceny uliczne, życie. Wszystko tutaj jakby samo się dzieje, wystarczy tylko wyostrzyć nieco zmysł obserwacji. Każdy stara się zamknąć w obiektywie wybrane fragmenty rzeczywistości. Będziemy dzielić się efektami naszych łowów podczas wieczornych warsztatów fotograficznych z Jackiem Boneckim.

Ryszard Domański 2 Uliczne lusterko

fot. Ryszard Domański

Ostatniego dnia docieramy także na osławiony Malecon, czyli kubański nadmorski deptak. Również tutaj dzieją się rzeczy niezwykłe. Do zdjęć pozuje nam kubańska para tak jakby nie było to nic nadzwyczajnego. W promieniach zachodzącego słońca powoli kończymy przygodę z tą przepiękną i jedyną w swoim rodzaju stolicą. Na szczęście przyjdzie nam tu powrócić jeszcze na ostatnią kubańską noc.